The Matrix: Path of Neo - recenzja „ Neo... Obudź się. Matrix Cię więzi” - powiedział kiedyś na lekcji mój polonista ze szkoły średniej do leżącego z nudów kolegi, wyciągniętego w najlepsze na szkolnej ławce. Panował bowiem szał „Matrix’a”. Każdy wiedział kim jest Neo, co to jest Matrix... Ludzie nosili beznadziejne, czarne okulary z napisem „Matrix” na lewym szkle. Podpisywali się imionami głównych postaci, toteż na internetowych czatach widniało zawsze coś w stylu: „Neo99” i „Trinity68”. Każdy, kto założył (specjalnie - bo jakżeby inaczej) czarny płaszcz ze sztucznej skóry zyskiwał pseudonim. Jaki? „Matrix”, oczywiście! U mnie w szkole było z 38 takich osób. Ależ to była tandeta... A sam film doczekał się kontynuacji... Mieliśmy z nim do czynienia aż trzykrotnie. Panowie Lary i Andy Wachowscy (czyżby przejaw polskości w światowym kinie?) postanowili „umatrixowić” życie również użytkownikom komputerów osobistych i wyprodukowali, wraz z firmą ATARI, grę o nazwie: „Enter The Matrix”, która dla jednych okazała się wielkim hitem najwyższych lotów, a dla innych - jak to zwykle bywa - po prostu kichą. Gra z filmem nie miała za dużo wspólnego, a poza tym ilość bugów przewyższała znacząco jej dobre elementy... Pamiętacie numer z naciśnięciem obu klawiszy jednocześnie, kiedy to przeciwnik (za Chiny nie kopiąc wcześniej) wystawiał nogę wprost w ręce postaci, którą graliśmy, aby wykonać piorunujący kop? No właśnie... Apele internautów o stworzenie gry, w której sterowalibyśmy samym Neo, poskutkowały! I oto bracia Wachowscy, którzy zresztą informują nas o losie głównego bohatera przed końcową misją, w postaci ludzików rodem z Commodore C64, uraczyli nas tytułem „The Matrix: Path Of Neo”.

Banki internetowe


Lokata terminowa jest to umowa miedzy bankiem a klientem dotyczaca lokowania srodkow pienieznych zawierana na czas okreslony. Bank zobowiazuje sie wyplacic kapital wraz z odsetkami na koniec okresu umowy.

 

wikipedia.org


Banki
  • Adult
  • Arts
  • Business
  • Computers
  • Games
  • Health
  • Home
  • Kids and Teens
  • News
  •  
  • Recreation
  • Reference
  • Regional
  • Science
  • Shopping
  • Society
  • Sports
  • World


  • Recenzja gry "ETROM: The Astral Essence" Nie wiem dlaczego, ale wśród graczy panuje taki trochę dziwny zwyczaj oceniania produktu po okładce i cenie, a nie raz bywa to bardzo omylne. Przecież czy gra tania musi być słaba? Od razu skazana na niepowodzenie? Otóż nie. Niejednokrotnie spotkałem się z tytułami, które były tworzone przy małych budżetach, a spotykały się z pozytywnymi opiniami wśród szerokiego kręgu odbiorców. Ile razy widzieliście grę, która miała ogromny rozgłos medialny, kilkumilionowy fundusz, a i tak okazała się totalnym niewypałem? No ile pytam się. Na pewno kilka. Często gry po kilkanaście złotych zalegają w marketach, są dodawane jako bonusy do innych towarów, wielkie promocje trzy w cenie jednej, byle żeby to wszystko zeszło. Smutny to widok bo naprawdę niekiedy te gry za dychę są dobrymi produkcjami, w które aż chce się grać. Ostatnio do recenzji dostałem grę od Play’a, dla wielu tytuł skazany na porażkę, już ze względu wydawcy, nie ukrywam dla mnie też tak było. ETROM - pomyślałem sobie co to za tytuł, jak można coś takie stworzyć. Teraz stawia się na bajeczną grafikę, znakomitą oprawę audio. Przepych najnowszych bajerów nad grywalnością jest wręcz porażający. Gdzie się podziały te czasy, gdy w słabej grafice potrafiło się grac 15 h dziennie? (Ach… te czasy Diablo II) .